RSS
niedziela, 31 stycznia 2010

Ferie minęły nam nieco chorobowo. Najpierw Zuzia, już po pierwszym weekendzie załapała kaszel i katar (całe szczęście - już minęło i skończyło się tylko na zmniejszeniu dawki chemii i większej dawce biseptolu), później Emilek (smarka do teraz, ale już mniej), na końcu ja - dwa dni przymusowego urlopu, spędzone w łóżku, worek chosteczek zużyty ale dziś już lepiej. Marcin i mama się trzymają i mam nadzieję, że tak zostanie, choć mój biedny mąż w ramach izolacji na własne życzenie spał trzy nocki na kanapie, biedactwo...Dobrze, że izolacja obejmowała jedynie spanie ;) Ale i tak dziwnie mi samej...

W trakcie sesji jestem - więc wybaczcie mało pisania, ale staram się uczyć. Jeszcze tylko jeden egzamin. A później muszę się zabrać za ten licencjat, hmm...

Zuzka ma wizytę za jakieś dwa tygodnie i już chodzi cała zestresowana, że będzie miała nakłucie...Biedactwo :/

A, obcięłyśmy grzywkę :) wpadała już do oczu...

love :")

rodzinka

 

 

 

00:45, katahal
Link Komentarze (2) »
piątek, 15 stycznia 2010

Zdaje się, że dziś minęły dwa lata od dnia, gdy Zuzia wylądowała w szpitalu ze swoimi "bólami pleców". 1 lutego miną dwa lata od rozpoczęcia leczenia białaczki. Ten czas przeleciał tak szybko, a z drugiej strony - jakby wieki minęły. Nie chciałabym, żebyśmy kiedykolwiek musieli przeżywać coś takiego ponownie.

Dzisiaj też była na kontroli. Za miesiąc najprawdopodobniej skończy przyjmować doustną chemię. Im bliżej tym większy stres, choć cholera, to już nie może wrócić, po prostu nie może, Zuzia jest zdrową dziewczynką. Myślę, że nikt, kto by ją teraz zobaczył nie przypuszczałby, że ma taką historię za sobą.

Ale teraz słyszę, jak Zu ze swojego pokoju wyśpiewuje jakieś piosnki z high school musical w swojej zaskakującej "angielszczyźnie". Emilek dzielnie jej wtóruje, ale on to już zupełnie po chińsku gada. Wiem, że to pewnie zdanie, które ostatnio powtarzam za każdym razem prawie, ale - chciałabym, żeby tak było zawsze ;)

Ja w trakcie sesji, jeden - przyjemny - egzamin za mną, niestety dwa przede mną i zupełnie nie moge się zmobilizować. Chyba folklorystyka to nie jest to, co lubię najbardziej ;) W pracy fajnie, może to jest kwestia nastawienia mojego, ale codziennie się cieszę, że taka robota mi się trafiła ;) Co nie zmienia faktu - że jestem zmęczona, life.

 

Zu jutro idzie na urodziny koleżanki z przedszkola. W dodatku - będą też inne dzieci, które ostatnio widziała dwa lata temu. Chciałam jej powiedzieć jutro, ale nie wytrzymałam i powiedziałam dziś. Oczywiście zaczęła się trzęść i wpadła w spazmatyczny płacz. Z radości. Tak mi czasem serce pęka jak patrzę na to, co ona musi przeżywać.

na koniec mała prośba.

Jeśli ktoś dysponuje chwilą czasu i mógłby nam pomóc zrobić prostą stronę internetową, prosiłabym o kontakt. Albo chociaż polecić jakiś program, w którym mozna to intuicyjnie poskładać. Strona nie ma mieć żadnych zakładek itd, chcielibyśmy po prostu umieścić info o 1%, tak jak zrobiliśmy w zeszłym roku. Niestety, tamtej strony nie umiemy edytować, a mamy zamiar wprowadzić pewne zmiany i mieć mozliwość edycji tej strony, żeby móc coś dopisać itp.

Poza tym, chciałabym tutaj na blogu umieścić normalny baner czy coś z info i 1%, a niestety - zacholerę nie potrafię tego zrobić :/

Będziemy wdzięczni za pomoc :D

21:51, katahal
Link Komentarze (2) »
środa, 30 grudnia 2009

Robiąc przegląd komórki znalazłam dwie fotki, jeszcze raczej jesienne - kaloszowo deszczowe :)

00:23, katahal
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 grudnia 2009
piątek, 25 grudnia 2009

Jak zwykle z lekkim opóźnieniem...

Jednak - bardzo mocno i z całego serca, życzymy wszystkim Miłości, prostych dróg, radości z małych rzeczy, zdrowia i spokoju :D Dziękujemy za wsparcie, ciepłe mysli i my o Was też pamiętamy codziennie :*

Mam tu włączoną jakąś historię czy coś i wpisując tytuł pokazało mi się "świątecznie". Jakoś pomyślałam o poprzednich świętach, oglądaliśmy kilka dni temu zdjęcia, dziwnie jakoś, Zuzia wtedy była w trakcie naświetlań, nie miała włosów ani rzęs ani nawet brwi. Teraz jest włochaczem nieziemskim :) Szybko minął ten rok. I jakoś zupełnie inaczej jest teraz. Wracaliśmy właśnie od rodziców i przejeżdżaliśmy obok naszego starego mieszkania. Zuzi przypomniało się, jak tam mieszkaliśmy, jak sie bawiła, jak było beztrosko i płakała resztę drogi do domu rozmyślając nad tym "czemu akurat ona musiała na to zachorować". Znam to uczucie aż za dobrze...Przykro, że na barki takiej małej dziewczynki spadają rzeczy, z którymi dorośli często kiepsko sobie radzą. W każdym razie - uważam, że nasza córeczka jest jedną z najdzielniejszych (wcale nie takich) małych dziewczynek na świecie :)

Zuzia spytała, czy jeszcze kiedyś będzie miała normalne życie. Czyli takie, jak kiedyś. Cóż, takie jak kiedyś pewnie nie, bo przecież to co było już odeszło i nie da rady wrócić do minionego czasu, choć często by się chciało. Mam jednak nadzieję, że będzie coraz normalniej, że szczęście, które mamy teraz będzie rosło i rosło, a jedyne choroby jakie bierzemy pod uwagę w przyszłości to przeziebienie i katar. Więc tego życzymy sobie ;)

Wigilia minęła nam bardzo miło, jak zazwyczaj w gościach u moich rodziców. Dużo ludzi, pyszne jedzonko ( mimo, że w tym roku dietetycznie prawie - wszyscy niemalże leczą candidę ;) ). Prezentów strasznie dużo, ale to takie miłe :D Co roku ze mnie dzieciak wychodzi, bardzo lubie te chwile, czekanie nie tylko na niespodziankę dla siebie, ale właśnie obserwowanie radości innych - to chyba jest najmilsze :) No i czas spędzony z rodziną - bezcenne ;) Chwilami brakuje mi takiego gadania o pierdołach z siostrami, przebierania ciuchów i innych takich miłych rzeczy. [od jutra przechodzę na dietę. Załamałam się patrząc na dziewczyny. Ja wiem, że ja mam dwójkę dzieci i parę lat więcej, ale to chyba jednak nie usprawiedliwia mojego brzuchola wylewającego się ze spodni...]

 święta

21:55, katahal
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 grudnia 2009

Zima przyszła ;) Zdaję sobie sprawę, że wszyscy wiedzą o tym, ale jakoś mnie zmroziło wczoraj, jak wyszłam na dwór. Chyba przeproszę się z moją uroczą różową czapką. Mierzyłam jakies w sklepie dzisiaj, ale wyglądam w czapkach jak ofiara losu ( bardziej, niż zwykle ;) )...Za to kupiłam kurtkę w cenie dwóch czapek i o dwa rozmiary większą niż mój płaszczyk, w którym nie bardzo mogłam się dopiąć...cholerka, muszę zacząć ćwiczyć, bo to może się kiepsko skończyć...

Wczoraj dzień lekarski. Zuzia miała kontrolę comiesięczną. Całe szczęście - wszystko dobrze, wyniki ok, Zu tryska energią. I ciągle rośnie ;) im bliżej końca chemii ( na nastepnej wizycie dowiemy się kiedy...) tym dziwniejsze uczucia mną miotają. Z jednej strony, wielka radość, że to wszystko już za nami, że jeszcze tylko troszeczkę zostało :) Z drugiej - stres. Żeby tylko to naprawdę był juz koniec zmagań z tym choróbskiem. Ale mocno wierzymy, że tak jest. Że teraz już będzie normalnie, że przyjdą te tłuste lata, co je dzisiaj dostałam w jednych życzeniach.

Emilek po kontroli u alergolog. Patrzyliśmy na niego i chyba jednak jest spora poprawa w stosunku do tego co było półtora miesiąca temu. Zalecenia dalej utrzymane, więc chleb będę wypiekać jeszcze długo ;) Młody był super grzeczny, dał się rozebrać, posadzić na kozetce, a jak pani doktor zaczęła go osłuchiwać oddychał z całych sił ;) Chyba Zuzia go nauczyła, mieliśmy niezły ubaw. Sam pokazał gardło i w ogóle :)

Mi dziś stuknął kolejny roczek. I bardzo miły dzień miałam. Fajnie jest mieć dużą rodzinę, zawsze tak miło jak dzwonią z życzeniami i widzę oczyma wyobraźni, jak czekają w kolejce w sypialni rodziców, albo w gabinecie taty i każdy po kolei bierze słuchawkę do ręki. Dostałam tyle miłych życzeń dzisiaj i w pracy i od koleżanek z poprzedniej roboty i od rodzinki. Od męża dostałam też płytę, która wygładzała mi zmarszki na czole półtora roku temu, od Zuzki wściekle czerwony lakier do paznokci :) Sama wybierała :) A w pracy zaskoczono mnie przemiłą karteczką stworzoną własnoręcznie przez kurczakowego zdolnego męża :)

W dodatku wczoraj położyłam się spać o godzinie 19 i obudziłam się dziś rano, w pracy przypomniała mi się muzyka z Amelii, której ktoś słuchał przy kompie niedaleko, a mi towarzyszyła wiele lat temu dzień w dzień w pracy i miło sie kojarzy. Właśnie zapodałam sobie porcyjkę tejże i czuje ciepło w środku :)

Życze wszystkim miłego weekendu :)

20:29, katahal
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 14 grudnia 2009

Śpieszę donieść co tam u nas. Oczywiście przedświąteczny sajgon tak zwany. Naobiecywałam różnych rzeczy i nie daje rady, całe szczęście widzę już prawie koniec tych obiecanek. Jutro chcę skończyć jedną torbę i zostanie tylko ostatnia, także dam radę...No i fajnie, bo jakiś grosz wpadł, a tak średnio się zrobiło. Jakbym tylko miała siły pewnie i pół etatu bym spokojnie wyciągnęła na tym szyciu, no ale nie mam...Bateryjki mi siadają o 17, nie wiem, jakim cudem dzieciakom działają do 22 ;) Może mają jakieś duracelki a ja zwykły badziew...

Jakkolwiek bym nie smęciła prawda jest taka, że u nas dobrze :) A ja chyba po prostu czasem musze sobie trochę ponarzekać, ale dużo się też cieszę. Ostatnio z takich prostych rzeczy i dobrze jakoś tak. Dzieciaki są cudowne, męczące chwilami, ale cudowne - patrzę na nich i podziwiam, bo wcale za dużo się nie kłócą, ciągle sobie mówią że się kochają i tak jest naprawdę. Jak tylko Zu zapłacze, Emil leci do niej i pyta "cio tało nana?" tuląc ją z całych sił lub patrząc jej głęboko w oczy w oczekiwaniu na odpowiedź. Ona też by mu nie dała krzywdy zrobić. Jak przypomnę sobie siebie i mojego brata, hmm, chyba nie dogadywaliśmy się wtedy tak dobrze ;)

No i jeszcze – mikołajkowo/świątecznie – Zuzia dostała dzisiaj wymarzony, swój własny komputer. Od Was :) czyli z 1%. Komputer jest bardzo porządny, z dobrą grafika itd. ( ja tam się na tym nie znam…) ale co najważniejsze – można na nim grać w Simsy3 ;) no i w inne gry, które na laptopie nie miały żadnych szans. Oczywiście jak M. przywiózł go ze sklepu (a czekanie trwało prawie trzy tygodnie) Zuzia zaczęła na zmianę śmiać się i płakać, ona jest taka słodka, zawsze tak reaguje na takie emocjonujące sytuacje  :”)

Dziękujemy bardzo :) Może uda mi się wrzucić jakieś zdjęcia zadowolonej Zuzi przy chwili czasu ;)

 

 

23:36, katahal
Link Komentarze (1) »
wtorek, 08 grudnia 2009

Nóż się w kieszeni otwiera...

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7343491,Uratowali_dzieciom_zycie__ale_NFZ_nie_chce_za_to_placic.html?skad=rss

U nas ok. Zuzię mniej boli gardło, my zdrowi, Emila niestety znowu wysypało. Co zrobić. Jestem zmęczona natłokiem spraw do załatwienia, zapominam o wszystkim...Kilka toreb do uszycia, super, bo jakiś grosik wpadnie, przed świętami super, tylko cholera kiedy mam to robić...

Życzę wszystkim miłych chwil :)

 

18:19, katahal
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 grudnia 2009

Coś ostatnio sił mi braknie na pisanie. Przychodzę do domu zmęczona, weekendów brak, do szkoły sporo rzeczy do zrobienia, ciągle chce mi się spać...Czuję się lekko przybita natłokiem obowiązków i tym, że nie do końca sobie z nimi radzę.

Ale ogólnie - jest dobrze. Naprawdę, od jakiegoś czasu dużo bardziej doceniam to jakie mam życie, jacy ludzie mnie otaczają i tak naprawdę - jestem szczęśliwa. I chciałabym, żeby tak było zawsze :)

A bardziej przyziemnie - Zuzię boli gardło. Dostała bioparox i czekamy, mamy nadzieję, że nic się z tego nie rozwinie. Wczoraj wpadła w histerię, że pewnie wyląduje na święta w szpitalu - jednak to całe leczenie to dla niej trauma :/ Ja się czuję trochę śmiesznie wykluczona - teraz to Marcin jeździ z nią do lekarza i załatwia takie rzeczy. Ale w sumie, to chyba pozytywna odmiana :)

Jeszcze bardziej przyziemnie - napisałabym coś o tym, jak traktuje się organizacje pozarządowe w mieście, które stać na organizajcję jakiegoś poronionego festiwalu za 43 miliony złotych, ale chyba sie powstrzymam...W każdym razie - nie mieści mi się w głowie, jak można ludzi z pomysłami zwodzić przez wiele miesięcy i kazać im pracować za darmo. Dla mnie - żenua.

Na koniec ostatni tekścik Zu:

(stojąc przed lustrem i oglądając swoje lokowate włosy, które są coraz dłuższe) Mamo..jakbym miała jedną nogę, to mogłabym być szczotką do omiatania pajęczyn, takie mam te włosy sterczące.

Moim zdaniem - są śliczne :)

20:34, katahal
Link Komentarze (1) »
wtorek, 17 listopada 2009

Zuzanka po kontroli. Wszystko dobrze, wyniki super, chronić przez infekcją.

Nawet mi się nie chce pisać o tej jeździe grypowej. Ale uczucia ogólnie to mam mieszane. Z jednej strony - wiem, że to raczej jest jakieś sianie paniki, że tysiące ludzi umiera na powikłania po zwykłej grypie, a tu nagle robi się larum w związku z kilkoma przypadkami. Z drugiej - dla Zu każda infekcja może być groźna, więc trochę trzęsiemy sie o nią. Od dawna w sumie prawie nie wychodzi z domu, troszkę na spacer, czasami do sąsiadki sie pobawić. Unikamy dużych sklepów, skupisk ludzi itd, chyba jeszcze bardziej niż zwykle...Zamówiliśmy nawet lekarstwo, hehe, panikarze, choć ono raczej nie dla Zuzi, gdyby ją cos brało i tak wylądowałaby w szpitalu od razu.

Emilek dzielnie znosi dietę. Jestem pełna podziwu, właściwie w ogóle nie marudzi, że coś by chciał. Wczoraj tylko miał niezłą zawieszkę, jak oglądał świat Elmo...o bananach...siedział jak zahipnotyzowany i co jakis czas wtrącał "ja te cie nanana..." [czyt.ja też chcę banana]. Biedactwo...Od czwartku dostaje te leki sprowadzone z Niemiec, właściwie to sa bakterie po prostu, niby w leczniczych dawkach. Strasznie się cieszę, że dobre ludki pomogli nam z załatwieniem tych preparatów, bo kasy mało, a 20 euro za przesyłkę to naprawdę zdzierstwo. W dodatku, okazało się, że nie do końca zrozumiałyśmy się z teściową i leki które mi wymieniła przez telefon są na całą kurację, a nie jak myślałam, na miesiąc, więc tym większa moja radość, że są już kupione i czekają w szafce. Ze skórą jest lekko lepiej, ale nadal kiepsko. Teraz zamiast maści stosujemy puder daktarin i Emilowi to chyba bardziej pasuje. Mam wrażenie, że jak jest nasmarowany to jeszcze bardziej go drażni, a puder nie jest lepki i ładnie łagodzi.

W pracy uczę się nowych rzeczy ;) Bardzo się cieszę, że tak udało się to wszystko zgrać, no po prostu - cieszę się że poszłam do roboty. Łał ;P Za to szkołę kiepsko ciągnę, nie wyobrażam sobie sesji za bardzo. Ale co tam, po co wybiegać tak daleko do przodu...Za to znowu szyję, mam tylko problem z robieniem zdjęć i umieszczaniu ich na blogu ;)

Emilek wczoraj przyszedł do mnie, przytulił moją nogę i rzekł bardzo wyraźnie: "kocham cię mamo". Dla takich chwil chce mi się żyć. Do tego patrzę na Zu, która tryska energią ( trochę ją nawet nosi ;) ), z M. tak dobrze nam ostatnio i mimo problemów codziennych jakoś bardzo spokojnie się zrobiło w naszym związku. Dziś zadzwonił do mnie tata z pytaniem co słychać, zawsze mi tak miło, jak rodzice dzwonią po prostu pogadać. No i jakoś mi po prostu szczęśliwie. Nawet te pryszcze, co mi znowu wylazły nie psują mi nastroju do końca ;)

Kurcze, nie piszę zbyt często i później tyle myśli mi się uzbiera...Na przykład o tym, że byliśmy ostatnio na dwóch koncertach. Najpierw na zion train, czasy młodości mi sie przypomniały, świetna impreza. Brakowało tylko damskiego wokalu, ale ogólnie - super. W niedzielę natomiast  poszliśmy na trójkę : Czasław, Gaba i D4D. Ci ostatni muzycznie mnie nie powalili, ale może nie do końca ten styl mi odpowiada. Za to wizualizacje mieli świetne i duże poczucie humoru ;) Gaba i Czesław dali czadu...Dawno nie byłam na tak energetycznym i pozytywnym koncercie. Publiczność super, Czesiu grał w mega składzie, dużo by pisać. W każdym razie, jak ktoś ma jeszcze możliwość wybrania się na ich koncert, polecam z całego serca :)

I na koniec, a właściwie może na początku powinnam o tym pisać. Ale dobra, powiększę czcionkę ;)

Prawdopodobnie na subkonto Zuzi w Fundacji Dzieciom "Zdążyć z pomocą" wpłynęły już wszystkie środki z 1%.

Bardzo, bardzo dziękujemy wszystkim, którzy zdecydowali się przekazać swój procent dla Zu.

Niestety, nie mamy żadnej możliwości sprawdzenia od kogo wpłynęły pieniążki, dlatego dziękujemy tutaj - zbiorczo - Wam wszystkim.


Wszystkiego dobrego :)

 

22:20, katahal
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 27